Marillion
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Marillion
Albo wyszukiwarka forum nie działa poprawnie albo tematu faktycznie nie ma. No cóż herezja
Fish czy Hogarth ? Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...
_________________
One Breath Life Score
Fish czy Hogarth ? Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...
_________________
One Breath Life Score
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Pamiętam taką sytuację: wracamy z trasy, jesteśmy na drugim końcu Polski a w naszym freak-busie zepsuł się CD i skazani jesteśmy na radio. Oczywiście Trójka a tam, chyba Kaczka, zapowiedział koncert Marillion. Ucieszyły nam się gęby, wracamy i słuchamy przez drogę i w miarę jak rosną kilometry na liczniku robi nam się coraz bardziej nieswojo. Nie pamiętam czy to był jeden z tych koncertów na żywo z trójki, czy jakiś inny, no nie powiem tego. Zapamiętałem tylko ten pogrzebowy nastrój po tym co usłyszeliśmy, aż na pierwszej lepszej stacji benzynowej kupiliśmy kratę piwa i upijaliśmy się na smutno aż do domu.
teraz nie mam weny ani czasu , ale skrobnę może jutro jak będę w pracy,bo jak już pisałem w temacie ,który zniknął,albo był na poprzednim wcieleniu forum ,to najważniejsza grupa w moim życiu i nie wystarczy napisać ,że Hogarth jest do bani.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Re: Marillion
A czy aby na pewno Genesis skończył się po odejściu Gabriela?Amaranth pisze:Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...
Re: Marillion
firesoul pisze:Amaranth napisał:Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...A czy aby na pewno Genesis skończył się po odejściu Gabriela?
no ja np uwielbiam raya wilsona w kazdej postaciAmaranth pisze:Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...
a w temacie - z hogarthem znam slabo ale planuje nadrobic, z fishem wszystko swietne ze wskazaniem na moje ukochane fugazi, no ale moja ulubiona ryba to i tak vigil...
_________________
shit happens
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Re: Marillion
firesoul pisze:Amaranth napisał:Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...A czy aby na pewno Genesis skończył się po odejściu Gabriela?
Ująłbym to tak, że Gabriel zaczął się po odejściu z Genesis.Amaranth pisze:Czy aby na pewno Marillion skończył się wraz z odejściem charyzmatycznej "Ryby" ? Oczywiście, że nie...
Mój Marillion skończył się wraz z odejsciem Fisha, bo to było jak WTC, jak śmierć Presleya, czy Morrisona, zamknięty został pewien rozdział.Choć grupa nadal grała i potrafiła skroić numery, które stawiały wszystkie włosy na baczność(Ocean Cloud , Neverland) to jednak szybowali w kierunku niekoniecznie zbieżnym z moimi oczekiwaniami, ale nie mogę powiedzieć, że grali piach, absolutnie, po prostu z odejściem barda zmienił się przekaz werbalny, który ukształtował moją wrażliwość muzyczną i w ogóle.Hogarth na pewno umie śpiewać, ale jest tylko rzemieślnikiem, jak ten nieszczęsny Heimo
, Fish ze swoją pokręconą osobowością to zdecydowanie coś więcej, ale najbardziej istotny jest fakt, że barwa głosu Steve'a doprowadza mnie do kurwicy, cierpiący na syndrom LaBrie wiedzą o co chodzi.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
, Fish ze swoją pokręconą osobowością to zdecydowanie coś więcej, ale najbardziej istotny jest fakt, że barwa głosu Steve'a doprowadza mnie do kurwicy, cierpiący na syndrom LaBrie wiedzą o co chodzi.
_________________
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Kiedyś Marillion po prostu tolerowałem. wiedziałem, że jest, że sobie gra i tyle. W pewnym momencie, parę lat temu wszystko się zmieniło i pokochałem ten zespół. Oczywiście pokochałem za pierwsze cztery płyty, z naciskiem oczywiście na numer 3 i 4. To była magia, coś nie z tej ziemi. Płyty bez Fisha są.... po prostu płytami nijakimi. Technicznie Hogarth może jest niezły, może nawet lepszy od Fisha, ale co z tego, skoro nie ma w glosie magii. Marillion totalnie zmienił styl i na żadnej z ostatnich płyt (bo Seasons end i Ten dziwny silnik są jeszcze jeszcze) nie ma ani grama magii. Tak, Marillion, ten prawdziwy i niesamowity skończył się wraz z odejściem Fisha. Teraz Marillion jest nijaki. Najlepiej by panowie zrobili, gdyby wiele lat temu zmienili nazwę.

