Najlepszy COME-BACK w historii metalu
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Najlepszy COME-BACK w historii metalu
Wpisujcie swoje propozycje płyt, które uważacie za wyjątkowe, warte odnotowania come-backi. Imo wrzucajmy tutaj płyty zespołów nie tylko reaktywowanych (nie tylko w oryginalnym składzie), ale też takich, które dały sobie długą przerwę między wydawnictwami albo nagrały album ze starym składem.
Mój typ
nr 1
jest taki:
Mimo, że lubię dwa krążki Dziewicy z Blazem na wokalu, to jednak powrót Dickinsona jest czymś, co warto odnotować w historii metalu. Brave New World to połączenie starych patentów z czymś nowym, świeższym. Dla mnie to jedna z najlepszych płyt IM w ogóle.
Na
drugim miejscu
wrzuciłbym Szwedzkich ponuraków z Grave:
Tytuł albumu - Back From The Grave - to nie tylko rzeczywisty powrót do żywych, ale także nawiązanie do kultowego debiutu grupy, czyli Into The Grave. Album na wskroś Grave'owy a co cieszy najbardziej to to, że ten dobry poziom utrzymują po dziś dzień.
No i mój typ
nr 3
:
Na Tempo Of The Damned przyszło nam czekać aż 12 lat od momentu wydania Force Of Habit. Dla mnie jest to w ogóle nalepszy album Exodus, do pozomu którego już raczej się nie zbliżą (zresztą następne albumy to stopniowy spadek formy w porównaniu do TOTD).
Mój typ
nr 1
jest taki:
Mimo, że lubię dwa krążki Dziewicy z Blazem na wokalu, to jednak powrót Dickinsona jest czymś, co warto odnotować w historii metalu. Brave New World to połączenie starych patentów z czymś nowym, świeższym. Dla mnie to jedna z najlepszych płyt IM w ogóle.
Na
drugim miejscu
wrzuciłbym Szwedzkich ponuraków z Grave:
Tytuł albumu - Back From The Grave - to nie tylko rzeczywisty powrót do żywych, ale także nawiązanie do kultowego debiutu grupy, czyli Into The Grave. Album na wskroś Grave'owy a co cieszy najbardziej to to, że ten dobry poziom utrzymują po dziś dzień.
No i mój typ
nr 3
:
Na Tempo Of The Damned przyszło nam czekać aż 12 lat od momentu wydania Force Of Habit. Dla mnie jest to w ogóle nalepszy album Exodus, do pozomu którego już raczej się nie zbliżą (zresztą następne albumy to stopniowy spadek formy w porównaniu do TOTD).
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Ja się nie zdziwiłem. Uważam, że jest to bardzo dobry album. I faktycznie, come back niczego sobie. Tutułowy kawałek czy "Burn In Hell" miło niszczą systemLast Axeman pisze:Pewnie niektórzy się zdziwią, ale zajebiście lubię "Jugulator" Judas Priest, dlatego uważam, że był to bardzo udany come back.
O Death Angel zapomniałem, a też zasługują na chwilę uwagi. Pamiętam jak swego czasu The Art Of Dying długo siedziało mi w głowie.
Nie zapominajmy też o
Destruction
. Schmier powrócił i nagrał świetny album - All Hell Breaks Loose.

