Depeche Mode
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Depeche Mode
Królowie elektro popu, a później można rzec, że nawet elektronicznego gotyku. Kapitalne płyty, z których taki album jak 'Violator', czy 'Songs of Faith and Devotion' to absolutne perełki. Właśnie słucham sobie składaka, który zabrał mnie poprzez lata twórczości Depeszów i z lekka wymiękłem.
Słucha ktoś z Was tej kapeli?
Słucha ktoś z Was tej kapeli?
Oldschoolowiec z Ciebie.BUBETTO pisze:20 lat temu trochę słuchałem
Pamiętam jak w podstawówce szalałem z kumpalmi przy '101'.
Łza się w oku kręci. A potem średnia szkoła i album z różą na okładce.
Co za HICIOR! Chyba opus magnum Depeszów, choc mnie urzeka także o wiele bardziej mroczny 'Songs of Faith and Devotion', a dvd z trasy Devotional morduje bez najmniejszych skrupułów. Kapitalne dwa albumy!
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Ja ten band uwielbiam od lat. Zanim wiedziałem co to jest muzyka metalowa, zasłuchiwałem się w Depeszach. Gdy miałem może z 10 lat, znalazłem jakąś kasetę w graciarni, w domu (jak się później dowiedziałem - było to Some Great Reward). Byłem pozamiatany po przesłuchaniu. Zaraziła mnie moja starsza, która od lat zasłuchiwała się w "depeszach". Poza pierwszą, nieco kiczowatą i słabawą płytą, nie nagrali niczego złego, wręcz przeciwnie. Co do Speak & Spell, to na obronę tego albumu pozostaje fakt, że był skomponowany w większości przez Vince'a Clarke, a nie Martina Lee Gore. To prawda, że największe dzieła nagrywali w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to członkowie zespołu byli pogrążeni w różnych osobistych problemach. Mam tu na myśli: Violator, Songs Of Faith And Devotion i Ultra. Stare płyty, poza plastikowym brzmieniem, są również kapitalne. A co do ostatnich, to jest to w dalszym stopniu kawał dobrej muzy, aczkolwiek odeszli od tego mroku i ponuractwa płyt z lat dziewięćdziesiątych. Widocznie nie mieli potrzeby ani inspiracji, by tworzyć takie mroki.
_________________
Burn down the disco
Hang the blessed DJ
Because the music that they constantly play
IT SAYS NOTHING TO ME ABOUT MY LIFE
_________________
Burn down the disco
Hang the blessed DJ
Because the music that they constantly play
IT SAYS NOTHING TO ME ABOUT MY LIFE
Ten mrok i ponuractwo były dziełem nie tyle Martina, który miał zawsze ciągoty do muzyki pop, a Alana Wildera, który doszedł do zespołu po odejściu Clarka. Zauważ, że kiedy i on wystąpił z szeregów DM to jeszcze tylko Ultra ziała mrokiem, a potem to już było inaczej. On też wprowadził do muzyki Depeszów żywą perkusję. Szkoda, że nie wytrzymał psychicznie narkotykowego szału trasy Devotional.
Może i Alan miał tam jakiś wpływ na kształt kompozycji, ale jako głównego kompozytora wymienia się tylko Martina. W tym czasie, kiedy nagrywali te mroczydła, wszyscy w depeszach albo ćpali, albo chlali, albo załamywali się psychicznie. Wystarczy popatrzeć sobie na zaćpanego Dave'a Gahana w teledyskach z tego okresu. Panowie wyszli cało z tego bagna, i może dlatego po prostu porzucili tę mroczną formułę, która przecież towarzyszyła im w tak traumatycznym okresie ?
_________________
Burn down the disco
Hang the blessed DJ
Because the music that they constantly play
IT SAYS NOTHING TO ME ABOUT MY LIFE
_________________
Burn down the disco
Hang the blessed DJ
Because the music that they constantly play
IT SAYS NOTHING TO ME ABOUT MY LIFE
Mam w domu książkę o Depeche Mode i tam jest nieźle wyłożone, kto w zespole był odpowiedzialny za 'mrok'. Londyńczyk Alan Wilder to była ważna postać, ale oczywiście masz rację, że w tamtym czasie narkotykowy szał ogarniał cały zespół. Nawet Fletch miał odpały, i potrafił się publicznie obnażać! Dave podczas nagrywania 'Songs...' zamykał się w piwnicy, rozpalał świece i ćpał całymi dniami. Nikt nie mógł się do niego dostać. Któregoś dnia wyszedł z lochów i za jednym podejściem nagrał 'Condemation' po czym zamknął się ponownie w świecie strzykawek. Wilder nie mógł znieść tego wszystkiego i w końcu rzucił tę robotę. Szkoda...
