Vader - The Empire
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Vader - The Empire
01. Angels of Steel
02. Tempest
03. Prayer to the God of War
04. Iron Reign
05. No Gravity
06. Genocidius
07. The Army-Geddon
08. Feel My Pain
09. Parabellum
10. Send Me Back to Hell
Dwunasty LP olsztynian (nie licząc obu części "Future of the Past").
Jest tak oczywisty i przewidywalny, że aż boli. Peter i spółka dalej eksplorują swoje poletko w sposób, na który przestawili się w ostatnich latach tj. death metalową bazę zakrapiamy thrashem i heavy metalem, żeby było jeszcze bardziej old schoolowo. Z tym, że w odróżnieniu od rzeczy wychodzących w złotej dekadzie metalu, w której generał najwyraźniej się okopał i z której nie zamierza się ruszać, "Imperium" brzmi czyściutko, współcześnie i do tego niespecjalnie brutalnie jak na death metalowy band.
Nie ma na "The Empire" absolutnie nic, co nie znalazłoby się na poprzednich płytach. Wszystkie charakterystyczne składniki wypracowane w przeszłości znalazły miejsce i tu (wrażenie de ja vu, a nawet autocytaty). Przeważnie jest szybko (na thrashową modłę i blastowo), oczywiście ze zwolnieniami i średnimi tempami (kroczący "Iron Reign" to właściwie heavy metal zajeżdżający Accept). Przede wszystkim jest prosto. Tym razem panowie odpuścili wszelkie filmowo-orkiestralne ozdobniki, brak też tak wyróżniających się utworów (jakościowo i stylistycznie) jak np. hicior "Triumph of Death" z poprzedniego albumu. Jest równo i stylistycznie zbieżnie przez całe 33 minuty (no może z małymi odstępstwami). "The Empire" to esencja vaderowej esencji, bez upiększaczy (podobny myk Peter zrobił na "Necropolis"). Czyli - podsumowując - jest słabo i nudno?
Ano nie. Wydawało mi się tak po pierwszych 2-3 odsłuchach, które były pobieżne. Bolało wtedy mocno wrażenie przesadnego wpierdalania swojego ogona, do tego w nazbyt wymuskanej oprawie brzmieniowej, za mało miażdżącej bębenki jak na śmierć metalowy z gruntu zespół.
Ale po kolejnych dwóch odsłuchach, już znacznie uważniejszych, okazało się, że radocha z kontemplacji tego prostego i oczywistego materiału jest spora, oklepane riffy prowokują do head bangingu, a udane melodyjne solówki Pająka porywają do tańca. No i wyszło, że jestem na tak i że znów kupię oryginał.
Jeśli ktoś nie akceptuje retro zwrotu i oczekuje dodawania nowych elementów, a przynajmniej solidnego czystego gatunkowo brutalnego napierdolu, może się spokojnie oddalić.
02. Tempest
03. Prayer to the God of War
04. Iron Reign
05. No Gravity
06. Genocidius
07. The Army-Geddon
08. Feel My Pain
09. Parabellum
10. Send Me Back to Hell
Dwunasty LP olsztynian (nie licząc obu części "Future of the Past").
Jest tak oczywisty i przewidywalny, że aż boli. Peter i spółka dalej eksplorują swoje poletko w sposób, na który przestawili się w ostatnich latach tj. death metalową bazę zakrapiamy thrashem i heavy metalem, żeby było jeszcze bardziej old schoolowo. Z tym, że w odróżnieniu od rzeczy wychodzących w złotej dekadzie metalu, w której generał najwyraźniej się okopał i z której nie zamierza się ruszać, "Imperium" brzmi czyściutko, współcześnie i do tego niespecjalnie brutalnie jak na death metalowy band.
Nie ma na "The Empire" absolutnie nic, co nie znalazłoby się na poprzednich płytach. Wszystkie charakterystyczne składniki wypracowane w przeszłości znalazły miejsce i tu (wrażenie de ja vu, a nawet autocytaty). Przeważnie jest szybko (na thrashową modłę i blastowo), oczywiście ze zwolnieniami i średnimi tempami (kroczący "Iron Reign" to właściwie heavy metal zajeżdżający Accept). Przede wszystkim jest prosto. Tym razem panowie odpuścili wszelkie filmowo-orkiestralne ozdobniki, brak też tak wyróżniających się utworów (jakościowo i stylistycznie) jak np. hicior "Triumph of Death" z poprzedniego albumu. Jest równo i stylistycznie zbieżnie przez całe 33 minuty (no może z małymi odstępstwami). "The Empire" to esencja vaderowej esencji, bez upiększaczy (podobny myk Peter zrobił na "Necropolis"). Czyli - podsumowując - jest słabo i nudno?
Ano nie. Wydawało mi się tak po pierwszych 2-3 odsłuchach, które były pobieżne. Bolało wtedy mocno wrażenie przesadnego wpierdalania swojego ogona, do tego w nazbyt wymuskanej oprawie brzmieniowej, za mało miażdżącej bębenki jak na śmierć metalowy z gruntu zespół.
Ale po kolejnych dwóch odsłuchach, już znacznie uważniejszych, okazało się, że radocha z kontemplacji tego prostego i oczywistego materiału jest spora, oklepane riffy prowokują do head bangingu, a udane melodyjne solówki Pająka porywają do tańca. No i wyszło, że jestem na tak i że znów kupię oryginał.
Jeśli ktoś nie akceptuje retro zwrotu i oczekuje dodawania nowych elementów, a przynajmniej solidnego czystego gatunkowo brutalnego napierdolu, może się spokojnie oddalić.
-
Tomek/Nevermore
- Posty: 2491
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- progmetall
- Posty: 12291
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
