pan_Heathen pisze:Z pamiętnika miłośnika winyla.Wstałem rano, umyłem się i jak zwykle naszła mnie ochota na posłuchanie sobie jakiejś dobrej muzy z jedynego słusznego nośnika. Podekscytowany! Tak więc do dzieła, puszczamy. No ale najpierw oczywiscie nakładamy matę filcową o średnicy 28 mm na gramofon. Już prawie gotowe. Wyciągam szczoteczkę. Nie. Szczoteczki, osobne do igły i osobne do winyla. czyszczę igłę. Już prawie można słuchać. Wyciągam płytę z antystatycznej okładki i czyszczę szczoteczką (moze kupię rolkę do czyszczenia jednak? kolega poleca pistolet antystatyczny do płyt). kładę. prawie gotowe, jeszcze ciężarek, dobry, za 5 stówek. Nakładam na płytę.Teraz przeciwwaga - umożliwia bardzo przecyzyjnie ustawić nacisk wg podziałki na pierścieniu plastikowym. No moze nie jeszcze tak szybko... bierzemy Szablon (plansza) do ustawienia wkładki, kąta styczności gramofonu i Poziomice do ustawienia talerza gramofonu. Gotowe... Sprawdzamy całośc wagą do sprawdzania nacisku igły... idealnie. No ale przeciez chce posłuchac siedmiocalówki... co by tu, dajemy adapter do płyt 7'' (cholera dawno nie uzyłem oleju do częsci gramofonowych, nastepnym razem) Poprawiam podstawkę antywibracyjną pod gramofonem, musi byc perfekt. No to słuchamy, ale brzmienie!!!! cholera, muszę juz wychodzic do roboty, gdzie ten czas ucieka? posłucham jutro rano.
Lekko 15 lat minęło od momentu, kiedy mój Grundig, już wówcz
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
No jasne, ale doraźnie- bardzo dobra rzecz, tylko trzeba uważać żeby nie wprawionym ruchem przypadkiem nie porysować placka (tą aluminiową częścią)...Swoją drogą hollowman ta myjka wyjątkowo pożyteczny gadżet, szczoteczka szczoteczką ale główny powód trzasków to w pierwszej kolejności po prostu brud na który sama szczoteczka nie poradzi
- SwordMaster
- Posty: 4148
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
to też sztuka.Olej pisze:z czego sie smiejecie? z samych siebie sie smiejecie
swoją drogą taki "normalny" meloman zbierający CD nie odbiega zanadto od Heathenowej szydery. godzinami wyszukuje po sieciach najtańszych, unikalnych wydań, ślęczy nad aukcjami, monitoruje sprzedawców, sprawdza matrixy, stan pudełek, digi itp. to kupa czasu. a potem układa, przekłada, rozkłada, porządkuje, szufladkuje, kataloguje; alfabetycznie, tematycznie, gatunkowo, stoi przed ścianą płaczu i się albo brandzluje albo płacze właśnie. a jeszcze trzeba czasem dodatkowy mebel na tą kolekcję, to kolejne zakupy, szukanie, a może i nawet samodzielne majsterkowanie, jak ktoś jest dodatkowo stolarzem z zamiłowania. też lekko nie jest. a i wyśmiewany zestaw do czyszczenia lasera i płyt na pewno jest na podorędziu. i miotełka do kurzu. i zakaz dotykania osobom postronnym, zwłaszcza najbliższym, żonie, dzieciom. ale zbieranie płyt to nie jest sprawa życia i śmierci. to coś znacznie poważniejszego.
SwordMaster pisze:Olej napisał:z czego sie smiejecie? z samych siebie sie smiejecieto też sztuka.swoją drogą taki "normalny" meloman zbierający CD nie odbiega zanadto od Heathenowej szydery. godzinami wyszukuje po sieciach najtańszych, unikalnych wydań, ślęczy nad aukcjami, monitoruje sprzedawców, sprawdza matrixy, stan pudełek, digi itp. to kupa czasu. a potem układa, przekłada, rozkłada, porządkuje, szufladkuje, kataloguje; alfabetycznie, tematycznie, gatunkowo, stoi przed ścianą płaczu i się albo brandzluje albo płacze właśnie. a jeszcze trzeba czasem dodatkowy mebel na tą kolekcję, to kolejne zakupy, szukanie, a może i nawet samodzielne majsterkowanie, jak ktoś jest dodatkowo stolarzem z zamiłowania. też lekko nie jest. a i wyśmiewany zestaw do czyszczenia lasera i płyt na pewno jest na podorędziu. i miotełka do kurzu. i zakaz dotykania osobom postronnym, zwłaszcza najbliższym, żonie, dzieciom. ale zbieranie płyt to nie jest sprawa życia i śmierci. to coś znacznie poważniejszego.
More than our religion its the only way to live \m/Olej pisze:z czego sie smiejecie? z samych siebie sie smiejecie
- pan_Heathen
- Posty: 9156
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
SwordMaster pisze:Olej napisał:z czego sie smiejecie? z samych siebie sie smiejecieto też sztuka.swoją drogą taki "normalny" meloman zbierający CD nie odbiega zanadto od Heathenowej szydery. godzinami wyszukuje po sieciach najtańszych, unikalnych wydań, ślęczy nad aukcjami, monitoruje sprzedawców, sprawdza matrixy, stan pudełek, digi itp. to kupa czasu. a potem układa, przekłada, rozkłada, porządkuje, szufladkuje, kataloguje; alfabetycznie, tematycznie, gatunkowo, stoi przed ścianą płaczu i się albo brandzluje albo płacze właśnie. a jeszcze trzeba czasem dodatkowy mebel na tą kolekcję, to kolejne zakupy, szukanie, a może i nawet samodzielne majsterkowanie, jak ktoś jest dodatkowo stolarzem z zamiłowania. też lekko nie jest. a i wyśmiewany zestaw do czyszczenia lasera i płyt na pewno jest na podorędziu. i miotełka do kurzu. i zakaz dotykania osobom postronnym, zwłaszcza najbliższym, żonie, dzieciom. ale zbieranie płyt to nie jest sprawa życia i śmierci. to coś znacznie poważniejszego.
Nie inaczej, nie inaczej... tyle, ze to tez w tym samym stopniu dotyczy kolekcjonowania winyli. ta sama zabawa, tez ultra rary (a ich ceny 3 razy wyzsze niz najdrozszych CD), stan, podróbki.Olej pisze:z czego sie smiejecie? z samych siebie sie smiejecie
Tak na powaznie to jestem sobie w stanie wymyslic masę gorszych "hobby" niz dopieszczanie sprzętu grającego i kolekcjonowanie rzadkich CD czy winyli (tym bardziej, ze wbrew pozorom to nie tyle zjadacz kasy co niezła inwestycja, jesli kupujesz z głową)
A jeśli odkryje się po latach nowy wymiar starej pasji to jak tu nie mieć radochy niczym przedszkolak
w tym co napisał Heathen jest skądinąd sporo prawdy bo zabawa z winylami ma kilka dodatkowych smaczków, a samo odpalanie płyty ma rzeczywiście coś z ceremonii. W dodatku oprócz słuchania można usiąść z piwkiem w fotelu i gapić się godzinami jak taki 45-letni czarny placek obraca się niespiesznie, lekko falując (o ile nie stosuje się docisku) i wydając dźwięki o których istnieniu nie miało się pojęcia nawet znając płytę na pamięć ale w wersji CD. To JEST magia
w tym co napisał Heathen jest skądinąd sporo prawdy bo zabawa z winylami ma kilka dodatkowych smaczków, a samo odpalanie płyty ma rzeczywiście coś z ceremonii. W dodatku oprócz słuchania można usiąść z piwkiem w fotelu i gapić się godzinami jak taki 45-letni czarny placek obraca się niespiesznie, lekko falując (o ile nie stosuje się docisku) i wydając dźwięki o których istnieniu nie miało się pojęcia nawet znając płytę na pamięć ale w wersji CD. To JEST magia
