Paradise Lost - The Plague Within (2015)
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Dobra - „wyprałem się” na ten album. Kupiłem w poniedziałek i rzeźbię go ostro. Płyta jest świetna. Słychać echa starych płyt zespołu, gitary wgniatają w ziemię a wokal głośno warczy. Płyta roztacza jakiś mroczny pejzaż. Klimat późnej zimy ale z początkami nadchodzącej wiosny. Utwory mają świetne aranżacje, dużo się dzieje w warstwie instrumentalnej co nadaje muzyce lekko progresywny charakter. Charczący wokal przenika się z czystym. Melodie są naprawdę urokliwe i wpadają w ucho. Bardzo dobre jest brzmienie płyty. Czuć ciężar, mróz ale i trochę ciepła kiedy trzeba. Czasami mam wrażenie jakbym słuchał koncert kościelnej późno barokowej muzyki Bacha lub Hasse i to obowiązkowo w jakiejś starej katedrze. Do czego się mogę przyczepić: trochę monotonii wkrada się jednak w tę płytę przede wszystkim za sprawą pewnej przewidywalności utworów. Wywaliłbym z płyty Sacrifice the flame.
Arcykiller: Beneath broken earth – no przedobry utwór, który wgniata ciężarem 10 ton słuchacza w fotel
Killery: No hope In Sight świetny jako otwieracz płyty z fajnym riffem początkowym i ostra gitarka około 3 minuty. Flesh from Bone z połamanym tempem i apokaliptycznym klimatem. An eternity of lies z kapitalnymi klawiszami, zmieniającymi się partiami wokalnymi i przyśpieszeniem rytmiczny w końcówce utworu na którego tle śmiga piekna liryczna solóweczka
Czołówka tego roku.
_________________
Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić!
Arcykiller: Beneath broken earth – no przedobry utwór, który wgniata ciężarem 10 ton słuchacza w fotel
Killery: No hope In Sight świetny jako otwieracz płyty z fajnym riffem początkowym i ostra gitarka około 3 minuty. Flesh from Bone z połamanym tempem i apokaliptycznym klimatem. An eternity of lies z kapitalnymi klawiszami, zmieniającymi się partiami wokalnymi i przyśpieszeniem rytmiczny w końcówce utworu na którego tle śmiga piekna liryczna solóweczka
Czołówka tego roku.
_________________
Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić!
Po ładnych już kliku przesłuchaniach mniej więcej podpisuję się pod tym jak to opisał kolega Buhaj.
Dodałbym tylko, że wartymi osobnej wzmianki kawałkami są arcyprzebojowy Cry Out z pięknym riffem w środku oraz kawałek zamykający album. Jeszcze troszkę mi się uleży i wyprzedzi Sothoth w rankingu na płytę miesiąca maja i to na PL zagłosuję
_________________
Dodałbym tylko, że wartymi osobnej wzmianki kawałkami są arcyprzebojowy Cry Out z pięknym riffem w środku oraz kawałek zamykający album. Jeszcze troszkę mi się uleży i wyprzedzi Sothoth w rankingu na płytę miesiąca maja i to na PL zagłosuję
_________________
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
Słuszna wzmianka. Utwór początkowo ma stonerowy wręcz charakter by z czasem przejść w rejony "Shades of God". Całość wydaje się bardzo dobra. "Wydaje się" bo ostatnio czasu na słuchanie mam jeszcze mniej i kontempluje ją cząstkami, nie tak często jakbym chciał, więc jednoznacznej opinii nie będę jeszcze wydawał.Sebol pisze:Dodałbym tylko, że wartymi osobnej wzmianki kawałkami są arcyprzebojowy Cry Out z pięknym riffem w środku
-
Riedlowiec
- Posty: 506
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
