Ciekawa analiza. Postaram się posłuchać pod tym kątem.Voltan pisze:jako że właśnie dotarły do mnie te wszystkie płyty i gadżety związane z tym albumem, to się wypowiem szerzejprzede wszystkim będzie o tym, dlaczego uważam, że jest to album kompletnie inny niż poprzedni i nazywanie go "w prostej linii kontynuacją" (dość często spotykane) jest grubym błędembyć może ja to zauważam dzięki temu, że sam pisuję muzykę w (bardzo ogólnie rzecz ujmując) zbliżonej stylistyce - nie wiem - ale myślę, że jak się zwróci uwagę, to każdy posiadacz uszu również to usłyszyotóż: Hymns for the Broken to album bardzo specyficzny pod względem kompozycji poszczególnych utworów - w wielu z nich do czynienia mamy z pewnym schematem: 3-4 akordy powtarzane są w kółko przez większość utworu - brzmi jak nuda, ale dzięki grze dynamiką, rytmem i dzięki świetnym melodiom - nudy nie ma, utwory nie robią wrażenia zbyt podobnych do siebie i generalnie efekt jest świetny. Tak zbudowane kompozycje były czymś nowym dla Evergrey i na pewno był to jeden z czynników powodujących, że zwróciło na niego uwagę wiele osób, którym wcześniej Evergrey generalnie nie robiłna Storm Within nie ma ani jednego takiego numeru, kompozycje są złożone i zdecydowanie bardziej zróżnicowane, a dla odmiany zespojone są przez nieco homogeniczne linie wokalne - czyli wszystko na odwrót w porównaniu do Hymns, a jednak klimat nie tak odległykompletnie inne albumy, oba świetnetyle chciałema z innej beczki: bonusowy cover Paranoid bdb
Ale tak czy inaczej nie ma szans, żeby "The Storm Within" przebił "Solitude Dominance Tragedy", który jest po prostu magiczny
