Metallica - Death Magnetic [2008]
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
heavy metal (a nawet thrash metal), to nie znaczy IMO hałas, który sam w sobie tylko wkurwia. Metal jest strumieniem uporządkowanych, harmonicznych dźwięków z wyraźnym rytmem i melodią, które zazwyczaj są dosyć głośne, ale nie nazwał bym tego "halasem". Odgłosy piły łańcuchowej na przykład... to jest hałas, ale nie metal (w sensie muzycznym). "St. Anger" wywołuje u mnie odczucia bliższe SŁYSZENIU pewnym niezbyt miłych hałasów komunalnych, a nie SŁUCHANIU muzyki.
A jeśli chcesz wiedzieć, Raf, to kiedy zaczynałem słuchać metalu, nie wiedziałem, co to jest HammerFall. Zaczynałem od hard rockowych kapel lat 70tych, a potem wziąłem się za najstarsze płyty Metalliki.
A co do "Death Magnetic" (bo o nim jest w sumie temat), no to co ja mogę jeszcze dodać... chyba nic na razie
Ino tyle, że słucham jej cały czas i mi się podoba
_________________
A jeśli chcesz wiedzieć, Raf, to kiedy zaczynałem słuchać metalu, nie wiedziałem, co to jest HammerFall. Zaczynałem od hard rockowych kapel lat 70tych, a potem wziąłem się za najstarsze płyty Metalliki.
A co do "Death Magnetic" (bo o nim jest w sumie temat), no to co ja mogę jeszcze dodać... chyba nic na razie
Ino tyle, że słucham jej cały czas i mi się podoba
_________________
No właśnie riffy na Kill'em AllWiwern pisze:heavy metal (a nawet thrash metal), to nie znaczy IMO hałas, który sam w sobie tylko wkurwia. Metal jest strumieniem uporządkowanych, harmonicznych dźwięków z wyraźnym rytmem i melodią, które zazwyczaj są dosyć głośne, ale nie nazwał bym tego "halasem". Odgłosy piły łańcuchowej na przykład... to jest hałas, ale nie metal (w sensie muzycznym). "St. Anger" wywołuje u mnie odczucia bliższe SŁYSZENIU pewnym niezbyt miłych hałasów komunalnych, a nie SŁUCHANIU muzyki.
miłosnicy
heavy metalu a.d. 1983 oburzeni płynącym hałasem porównywali dokładnie do odgłosu tnącej sieczkarni albo piły elektrycznej. Jak widzę niewiele się zmieniło do dziś
.
_________________
Będzie wojna będzie wojna, będzie krwawa rzeź...
Może po prostu nie lubisz ciężkiej i chropawej rockowej muzyki, nie wiem.Wiwern pisze:nie wiem w takim razie co ma takiego w sobie "Kill'em All", że aż mnie porywa, zmusza do żwawego czochrania dynią, tupania girami i różnych innych tam podskoków, a "St. Anger" jakoś nie...
_________________
Będzie wojna będzie wojna, będzie krwawa rzeź...
Ja nie mówię, że to złe jest czy co tam kolwiek, ale nie mogę się jakoś narazie przekonać. Trochę mnie męczą te kawałki. Ja bym je skrócił w tym momencie do 4 minut i by jakoś przeszły. Bo w sumie po 7 minut takie samego tłuczenia to jakoś tak...Ivanhoe pisze:Trzeci kawałek to jakby nie patrzeć mój ulubiony. Dzisiaj sobie załaczylem znowu; poza Unforgiven III wszystkie numery trzymają wysoki poziom.
No i ta perkusja np w That Was Just Your Life... no nie wiem mam jakieś mieszane uczucia...
The Day That Never Comes - jakoś mnie nie przekonuje. Od września się nic nie zmienia w przekonaniu co do tego kawałka. Dość mi się podoba All Nightmare Long. Choć to tylko jak przesłuchauje od czasu do czasu pojedyncze kawałki... całości nie mogę przemęczyć...
Ja mam tak samo. Przykładowo nigdy nie przekonam sie do pewnego cyrkowego zespołu grającego ten cały nu - metal. Szkoda czasu na takie rzeczy, dla mnie to zwykła bezsensowna rąbanina kojarząca się z młotem pneumatycznym :wall:Wiwern pisze:no, wolę raczej, jak gitary "galopują", niż jak "miażdżą walcowato".
Muzyka ma sprawiać przyjemność ma mieć klimat. Tak ja to widzę.
Jeżeli chodzi o Death Magnetic, jestem jak najbardziej na tak
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
8 kawałków z "Death Magnetic" akceptuje w zasadzie bez żadnych zastrzeżeń. Zdzierżyć nie mogę jedynie "The Unforgiven III" (przełączam za każdym razem na kolejny kawałek), nieco irytuje mnie również zbyt "sielski" klimat w pierwszej części "The Day That Never Comes".
Ulubione - pierwsze 3 + "Cyanide"
Ulubione - pierwsze 3 + "Cyanide"
