Wilde Starr - Arrival
Moderatorzy: piciu6, Sanctified
Wilde Starr - Arrival
London Wilde - wokal, klawisze
Dave Starr - gitary, bas (Vicious Rumors, Chastain, Lääz Rockit)
Jim Hawthorne - dramsy
Jakiś niekompetentny użyszkodnik napisał na MA, że to melodic power metal. Brak słów na tak niecelne zaszufladkowanie.... jest to, no całkiem melodyjny ale jednak ciągle heavy metal, którego trzon ogólnie sięga lat 80tych z przemyceniem kilku nowocześniejszych pomysłów różnorakich. Ale muzyka tutaj tak naprawdę nie zwraca aż takiej uwagi jak... wokal London Wilde! Nie wiem skąd ona się w ogóle urwała, bo młodą debiutantka to ona nie jest ale głos ma.... rewelacyjny. Wśród metalowych śpiewaków taka wszechstronność jaką pani prezentuje to istny skarb, oczywiście nie samą wszechstronnością człowiek żyje - ale i technikę ma niesamowitą oraz barwę intrygującą. Bo jak kobieta kojarzy się z Niklasem Stålvindem, Geoffem Tatem czy Midnightem to coś jest na rzeczy.
. Ledwo półtora odsłuchu mam za sobą a wokal mnie tak zdominował, że o samych kompozycjach nie jestem w stanie jeszcze za dużo powiedzieć, ale na pewno nie jest to album zagrany na jedno kopyto. Ogólnie polecam.
Album już trochę wisi, bo z sierpnia.
Dave Starr - gitary, bas (Vicious Rumors, Chastain, Lääz Rockit)
Jim Hawthorne - dramsy
Jakiś niekompetentny użyszkodnik napisał na MA, że to melodic power metal. Brak słów na tak niecelne zaszufladkowanie.... jest to, no całkiem melodyjny ale jednak ciągle heavy metal, którego trzon ogólnie sięga lat 80tych z przemyceniem kilku nowocześniejszych pomysłów różnorakich. Ale muzyka tutaj tak naprawdę nie zwraca aż takiej uwagi jak... wokal London Wilde! Nie wiem skąd ona się w ogóle urwała, bo młodą debiutantka to ona nie jest ale głos ma.... rewelacyjny. Wśród metalowych śpiewaków taka wszechstronność jaką pani prezentuje to istny skarb, oczywiście nie samą wszechstronnością człowiek żyje - ale i technikę ma niesamowitą oraz barwę intrygującą. Bo jak kobieta kojarzy się z Niklasem Stålvindem, Geoffem Tatem czy Midnightem to coś jest na rzeczy.
. Ledwo półtora odsłuchu mam za sobą a wokal mnie tak zdominował, że o samych kompozycjach nie jestem w stanie jeszcze za dużo powiedzieć, ale na pewno nie jest to album zagrany na jedno kopyto. Ogólnie polecam.
Album już trochę wisi, bo z sierpnia.
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
- Last Axeman
- Posty: 13206
- Rejestracja: czw sty 01, 1970 12:00 am
